Autor Wiadomość
Vickey
PostWysłany: Pon 19:51, 24 Wrz 2007    Temat postu: Historia dziewczynki, która zmarła z głodu

Fragment listu od siostry Marty Litawy: Trudno mówić o jakiejkolwiek sytuacji rodzinnej, gdy dzieci w wieku szkolnym, często w liczbie 4-8, żyją same i jeszcze kilka razy w tygodniu muszą zanieść żywność ojcu lub matce w więzieniu lub w szpitalu, czasami kilkanaście kilometrów pieszo.



Same uprawiają skrawek ziemi przy domu, ale to nie wystarcza na jeden posiłek dziennie. Często starsze, poświęcając się dla pozostałych, nie idzie do szkoły, by uprawiać pole, zbierać gałęzie na przygotowanie posiłku i przynieść wodę, czasem z odległości kilku kilometrów. Sytuację, którą opiszę, można by mnożyć w tysiące.



Co dzień do naszego ośrodka przynoszą z odległych wiosek na zwykłych noszach uplecionych z liści bananowych dziesiątki chorych. Franciszka dowlokła się sama ze swą siostrzyczką, pokonując 19 km wąskimi ścieżkami na skróty. Przed ośrodkiem upadła z wycieńczenia. Ta 16-letnia dziewczynka ważyła 21 kg. Przez dwa miesiące Franciszka pozostała w naszym ośrodku w Masaka, lecz mimo wszelkich starań nie udało nam się jej uratować. Miała zaawansowana gruźlicę i organizm całkowicie wycieńczony głodem. Wczesnym rankiem, w czasie, gdy w sali odalonej o kilka metrów odprawiana była Msza św. dla chorych, zmarła szepcąc: "Pozwólcie mi odejść". Wieczorem poprzedniego dnia błagała nas, aby zanieść ja do domu. Niestety, zawiozłyśmy ją w malej trumience i okazało się, że ten domek, o którym marzyła, by go jeszcze raz zobaczyć przed śmiercią, jest mniejszy od jej trumny. Ulepiony z gliny i przykryty liśćmi bananowymi, ma maleńkie "drzwi" (trzy małe deseczki), przez które osoba dorosła z trudem mogła przejść. Wewnątrz tylko jedno małe pomieszczenie bez okienka, na ziemi liście bananowe służące za łóżko dla sześciorga dzieci i... nic więcej. W czasie deszczu dzieci są mokre i zmarznięte, bo nic nie mają do przykrycia w nocy. Matka ich zmarła w marcu 2004.



Franciszka troszczyła się o pożywienie dla młodszego rodzeństwa i z pewnością dla niej nigdy nie starczyło. Najmłodsze dziecko ma zaledwie rok, a 4-letni chłopiec jest niemową. Przed domkiem jest poletko, które dzieci uprawiają, jednak zbyt małe, by się wyżywić. W miarę naszych możliwości będziemy się starały pomóc tym dzieciom, choć lista podobnych sytuacji wydłuża się z dnia na dzień.

Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group